Sześćdziesiąt lat. Tyle Anglia czeka na powtórkę triumfu z Wembley 1966 roku, gdy Geoff Hurst strzelił hat tricka, a Bobby Moore uniósł puchar Julesa Rimeta. Od tamtego dnia każdy angielski turniej zaczyna się od nadziei i kończy rozczarowaniem — od porażki z Niemcami w 1970 przez słynne karne z Argentyną w 1998, przez „złote pokolenie” Beckhama i Gerrarda, które nie wygrało nic, po Gareth Southgate’a, który dwukrotnie był o krok od finału i dwukrotnie się potknął. Anglia na mundialu 2026 przyjeżdża z pokoleniem piłkarzy, które jest prawdopodobnie najsilniejsze od 1966 roku — Jude Bellingham, Bukayo Saka, Phil Foden, Declan Rice — i z pytaniem, które prześladuje angielski futbol od sześciu dekad: czy to wreszcie ten turniej? Jako typer odpowiadam: statystycznie szansa jest realna. Emocjonalnie — Anglia zawsze znajdzie sposób, żeby złamać serce.
60 lat czekania — dlaczego Anglia wciąż wierzy
Słyszałem kiedyś opinię, że angielski futbol to sport zbudowany na nostalgii i rozczarowaniu. Nie zgadzam się w pełni — ale rozumiem, skąd ta opinia się bierze. Od 1966 roku Anglia była na dziewięciu mundialach i ani razu nie dotarła do finału. Był półfinał w 1990 — przegrany po karnych z Niemcami. Był półfinał w 2018 — przegrany po dogrywce z Chorwacją. Był ćwierćfinał w 2022 — przegrany z Francją po kontrowersyjnym rzucie karnym. Każdy z tych turniejów zostawiał angielskich kibiców z poczuciem „jeszcze trochę i byśmy wygrali”.
Ale coś się zmieniło w ostatniej dekadzie. Angielska piłka nożna przeszła rewolucję akademijną — system szkolenia młodzieży, zreformowany w latach 2010, zaczął produkować piłkarzy na poziomie, jakiego Anglia nie widziała od pokolenia Gascoigne’a i Linekera. Bellingham, Saka, Foden, Rice, Palmer, Gordon — to piłkarze, którzy dominują w najsilniejszej lidze świata (Premier League) i grają w Lidze Mistrzów z regularnością, która buduje doświadczenie turniejowe. Anglia na mundialu 2026 to nie drużyna nadziei — to drużyna oczekiwań. A oczekiwania, w angielskim kontekście, są zarówno paliwem, jak i ciężarem.
EURO 2024 zakończyło się porażką w finale z Hiszpanią — boleśnie, ale z honorem. Anglia grała słabo przez cały turniej, ale jakimś cudem dotarła do finału. To fenomen, który definiuje erę Southgate’a: wyniki lepsze niż gra. Pytanie na Mundial 2026 brzmi: czy nowy selekcjoner potrafi połączyć wyniki z jakością. Bo ta kadra ma jakość na mistrzostwo — brakuje jej tylko systemu, który tę jakość uwolni.
Eliminacje — pewna droga przez grupę UEFA
Anglia w eliminacjach do Mundialu 2026 była maszyną — pierwsze miejsce w grupie, wygrywanie meczów bez wysilania się, rutyna, która nie testuje charakteru, ale buduje nawyki zwycięskie. Eliminacyjna dominacja Anglii w Europie jest faktem, którego nikt nie kwestionuje — problem w tym, że eliminacje UEFA i turnieje mundialowe to dwa różne sporty.
W eliminacjach Anglia grała z drużynami, które stawiały autobus przed własną bramką i czekały na kontratak. Na mundialach — przynajmniej od ćwierćfinałów — Anglia spotka drużyny, które same chcą grać, które naciskają, które mają piłkarzy zdolnych do przejścia trzech obrońców w jednym rajdzie. Eliminacje nie przygotowują na Mbappé, na Viniciusa, na Musialę. Ale dają jedną rzecz: pewność siebie wynikającą z regularnych wygranych. I ta pewność siebie jest walutą, którą na mundialach trzeba umiejętnie wydawać — ani za dużo, bo zamienia się w arogancję, ani za mało, bo zamienia się w strach.
Nowy selekcjoner — kimkolwiek jest po erze Southgate’a — miał eliminacje jako laboratorium. Testował warianty taktyczne, dawał minuty młodym graczom i budował hierarchię w szatni. Hierarchia w angielskiej szatni to temat sam w sobie — bo w drużynie, gdzie 15 piłkarzy gra w topowych europejskich klubach, ego jest równie dużym rywalem co drużyny z drugiej strony boiska.
Złote pokolenie 2.0 — Bellingham, Saka, Foden
Pamiętam „złote pokolenie” Anglii z początku XXI wieku — Beckham, Gerrard, Lampard, Scholes, Ferdinand, Terry. Na papierze niepokonani. Na boisku — nigdy nie dotarli dalej niż do ćwierćfinału. Dzisiejsze pokolenie jest lepsze — i mówię to z pełną odpowiedzialnością za to stwierdzenie.
Jude Bellingham w Realu Madryt gra na poziomie, który zmusza do porównań z Zinédine’em Zidanem. Ma 22 lata, wygrał Ligę Mistrzów w pierwszym sezonie w Madrycie i strzela gole z częstotliwością, która jest nienaturalna dla pomocnika. Na EURO 2024 sam ratował Anglię nożycami w doliczonym czasie meczu z Słowacją — to jeden z tych momentów, które definiują piłkarza. Na mundialach Bellingham będzie najważniejszym graczem Anglii — i jednym z trzech najważniejszych na całym turnieju.
Bukayo Saka z Arsenalu jest kompletnym skrzydłowym — szybki, techniczny, odważny, z lewą nogą, która strzela i podaje z równą precyzją. Phil Foden z Manchesteru City — złoty chłopiec Pepa Guardioli — gra w stylu, który wymyka się klasyfikacji: jest pomocnikiem, skrzydłowym i fałszywą dziewiątką jednocześnie. Declan Rice z Arsenalu to fundament środka pola — defensywny pomocnik, który odzyskuje piłki z regularnością metronomu i dystrybuje je z precyzją rozgrywającego. Cole Palmer z Chelsea, Harry Kane z Bayernu Monachium — lista jest długa, głęboka i imponująca.
Problem Anglii nie leży w kadrze — leży w chemii. Wielkie talenty indywidualne nie gwarantują wielkiej drużyny. Anglia musi znaleźć system, który pozwoli Bellinghamowi, Fodenu i Sake grać na jednym boisku bez deptania sobie po nogach. Na EURO 2024 Southgate nie znalazł tego systemu — Foden błąkał się po lewej stronie, Saka był izolowany na prawej, a Bellingham grał zbyt głęboko. Nowy selekcjoner musi rozwiązać tę łamigłówkę — i od jej rozwiązania zależy, czy anglia na mundialu 2026 będzie kontenderem czy kolejnym rozczarowaniem.
Nowa era na ławce trenerskiej
Era Gareth Southgate’a zakończyła się po EURO 2024 — ośmiu lat u sterów, dwóch finałach (EURO 2021 i 2024) i jednym półfinale mundialowym (2018). Bilans, który każdy inny kraj uznałby za triumf, w Anglii jest traktowany jak klęska — bo trofeum nadal jest puste. Nowy selekcjoner przejmuje drużynę z ogromnymi oczekiwaniami i zerowym marginesem na porażkę.
Kim jest nowy trener — na moment pisania tego artykułu angielska federacja (FA) podjęła decyzję, ale mundialowe przygotowania dopiero się rozkręcają. Niezależnie od nazwiska, nowy selekcjoner stoi przed dylematem, który definiuje angielski futbol od lat: grać pięknie czy grać skutecznie? Southgate wybrał skuteczność — i był o krok od sukcesu. Ale „o krok” w Anglii nie wystarczy. Kibice chcą widzieć futbol godny kadry, która kosztuje łącznie ponad miliard euro. I mają rację — ta kadra jest zbyt dobra na pragmatyzm.
Dla typera zmiana selekcjonera to czynnik ryzyka. Nowy trener oznacza nowy system, nowe nawyki, nową hierarchię w szatni. Drużyna, która dopiero się uczy grać w nowym systemie, jest bardziej podatna na niespodzianki w fazie grupowej — bo automatyzmy potrzebują czasu, a na mundialach czasu nie ma. Jeśli nowy selekcjoner nie zdążył zbudować systemu do czerwca 2026, Anglia może mieć problem — nawet z kadrą pełną gwiazd.
Grupa L — Chorwacja, Ghana, Panama
Anglia — Chorwacja w grupie L to rewanż za jeden z najboleśniejszych momentów w angielskiej historii futbolu. Moskwa, lipiec 2018: Mario Mandžukić strzela w dogrywce, a angielskie marzenie o finale pęka jak bańka mydlana. Osiem lat później obie drużyny spotykają się ponownie — ale tym razem w fazie grupowej, co oznacza, że porażka nie eliminuje, ale komplikuje sytuację. Emocjonalny ciężar tego meczu będzie ogromny po obu stronach.
Chorwacja Modricia to drużyna, której nie można lekceważyć — trzy medale na czterech ostatnich turniejach mówią same za siebie. Ale Chorwacja w 2026 jest starsza niż w 2018 — Modrić będzie miał 40 lat, a pytanie o zmianę pokoleniową wisi w powietrzu. Ghana to drużyna z tradycją mundialowych niespodzianek, ale bez gwiazd indywidualnych, które mogłyby zagrozić Anglii jeden na jednego. Panama — debiutant z 2018 — jedzie na drugi mundial i raczej nie wyjdzie z grupy.
Prognoza: Anglia wygra grupę, Chorwacja druga. Ghana trzecia z szansą na awans z trzeciego miejsca. Anglia powinna przejść tę grupę bez dramatu — ale „powinna” to słowo, które w angielskim kontekście mundialowym jest zakazane.
Kursy na Anglię — trzeci faworyt bukmacherów
Anglia na mundialu 2026 to trzeci faworyt bukmacherów z kursem 5.50-6.50 na mistrzostwo świata. Implikowane prawdopodobieństwo: 15-18%. To mniej niż Argentyna i Francja, ale więcej niż Brazylia, Niemcy czy Hiszpania. Pytanie: czy ten kurs odzwierciedla rzeczywistość?
Moja ocena: Anglia jest niedowartościowana. Kadra jest silniejsza niż kadra Argentyny (poza Messim) i głębsza niż kadra Francji (poza Mbappé). Problem Anglii nie jest piłkarski — jest mentalny. I mentalność to czynnik, który bukmacherzy mają najtrudniej z wyceną. Jeśli nowy selekcjoner przełamie mentalną barierę — jeśli Anglia nauczy się grać w turniejach z lekkością, a nie z ciężarem 60-letniej historii — kurs 6.00 na mistrzostwo jest wartością. Jeśli nie — anglia na mundialu 2026 ponownie odpadnie w ćwierćfinale lub półfinale i kibice wrócą do domu z tym samym pytaniem, które zadają od sześciu dekad.
Prognoza — czy lwy wreszcie zaryczą
Anglia dotrze do ćwierćfinału — to minimum przy tej kadrze i tej grupie. W ćwierćfinale czeka prawdopodobnie zderzenie z drużyną z grupy I lub J — Francją, Argentyną lub Norwegią. To mecz, który zdecyduje o losach angielskiego pokolenia. Bellingham, Saka i Foden mają 22-25 lat — to ich pierwszy mundial jako liderzy drużyny. Jeśli udźwigną ciężar koszulki z trzema lwami, Anglia może dotrzeć do finału. Jeśli nie — kolejne cztery lata czekania.
Moja prognoza: anglia na mundialu 2026 dotrze do półfinału i tam przegra — z Argentyną lub Francją. To nie pesymizm, to wzorzec: Anglia na turniejach regularnie odpada o jedną rundę za wcześnie. Ale jeśli szukasz zakładu z wartością, rozważ Anglię w finale po kursie 3.00-3.50 — implikowane 28-33% to za mało dla drużyny z taką kadrą. Kiedyś lwy zaryczą. Czy w 2026? Mam nadzieję — ale nadziei nie da się obstawić u bukmachera.