
Ładowanie...
48 flag — największy mundial w historii
48 szatni, 48 hymnów narodowych, jedno trofeum. Kiedy próbuję objąć wyobraźnią skalę tego turnieju, wracam do prostego ćwiczenia: wypisuję nazwy wszystkich uczestników na kartce papieru. Lista zaczyna się od Argentyny i kończy na Uzbekistanie — i już samo czytanie tych nazw opowiada historię piłki nożnej, jakiej nie znaliśmy.
Mundial 2026 to pierwszy turniej z 48 reprezentacjami. Dwadzieścia lat temu, w Niemczech 2006, grało 32 drużyn. Czterdzieści lat temu, w Meksyku 1986, grało 24. Każde poszerzenie formatu budziło kontrowersje — krytycy mówili, że jakość spadnie, mecze będą nudne, a faworytom przybędzie łatwych rywali. Historia pokazuje co innego. Na mundialu 1998, pierwszym z 32 drużynami, Francja — gospodarz — wygrała turniej, a Chorwacja dotarła do półfinału. Na mundialu 2022 Maroko, które ledwo mieściło się w stawce, zagrało w półfinale. Więcej drużyn to więcej niespodzianek, nie mniej.
Z 48 uczestników 16 reprezentacji pochodzi z Europy (UEFA), co odzwierciedla siłę europejskiego futbolu, ale także budzi dyskusje o nadreprezentacji. Afryka (CAF) wystawia 9 drużyn — o 4 więcej niż w Katarze. Azja (AFC) deleguje 8 reprezentacji, Ameryka Południowa (CONMEBOL) 6, CONCACAF — z trzema gospodarzami — łącznie 8, a Oceania (OFC) po raz pierwszy w historii ma gwarantowane miejsce i wysyła Nową Zelandię. Te proporcje zmieniają charakter turnieju. Na poprzednich mundialach europejskie i południowoamerykańskie drużyny stanowiły ponad 60 procent uczestników. Teraz to niespełna 46 procent. Reszta świata wreszcie zasiada przy stole.
Wśród 48 reprezentacji na mundialu 2026 są cztery drużyny, które debiutują na największej scenie: Kabo Verde, Curaçao, Jordania i Uzbekistan. Kabo Verde — archipelag na Atlantyku z populacją niespełna 600 000 — to najmniejszy kraj, który kiedykolwiek zakwalifikował się na mistrzostwa świata. Curaçao, karaibska wyspa z populacją poniżej 200 000, bije ten rekord jeszcze dobitniej. Jordania przeszła przez eliminacje azjatyckie, pokonując po drodze drużyny o znacznie dłuższej tradycji mundialowej. Uzbekistan — spadkobierca radzieckiej tradycji piłkarskiej — czekał na ten moment od uzyskania niepodległości w 1991 roku.
Reprezentacje na mundialu 2026 to nie jest jednorodna masa. To spektrum od pięciokrotnych mistrzów świata (Brazylia) po drużyny, dla których sam udział w turnieju jest największym osiągnięciem w historii. I właśnie ta rozpiętość sprawia, że mundial 2026 będzie turniejem o narracji, jakiej dotychczas nie znaliśmy — bo kiedy Kabo Verde stanie naprzeciwko Hiszpanii, gra nie będzie tylko o wynik. Będzie o to, jak daleko może sięgnąć piłkarska mapa świata.
Pod względem rankingowym rozstrzał jest ogromny. Argentyna zajmuje drugie miejsce w rankingu FIFA, a Curaçao — ponad setne. W piłce nożnej taka przepaść oznacza, że faworyt powinien wygrywać dziewięć razy na dziesięć. Ale „powinien” to słowo, które na mundialach traci ważność. Dlatego analizuję każdą z tych 48 drużyn — nie po to, żeby znaleźć pewniaka, ale żeby zrozumieć, gdzie rynek niedocenia prawdopodobieństwa niespodzianki. Bo na turnieju z 48 drużynami niespodzianek będzie więcej niż kiedykolwiek.
Elita światowego futbolu — kogo wskazują bukmacherzy
Rozmawiam z kolegą typerem o faworytach i pada pytanie, na które nie ma prostej odpowiedzi: „Kto wygra mundial?” Odpowiadam tak, jak odpowiada rynek — liczbami. Kursy bukmacherskie nie kłamią. Nie mają sentymentu, nie kibicują, nie pamiętają „złotych lat”. Mówią jedno: ile pieniędzy gracze postawili na daną drużynę i jak bukmacherzy wyceniają szanse.
Argentyna wchodzi na mundial 2026 jako obrońca tytułu. Zwycięstwo w Katarze w 2022 roku — po jednym z najlepszych finałów w historii sportu, z hat-trickiem Mbappe i hat-trickiem Messiego — dało drużynie Lionela Scaloniego aurę niepokonalności. Pytanie o Messiego wisi w powietrzu: czy 39-latek zagra? Oficjalnego potwierdzenia nie ma, ale nawet bez Messiego Argentyna dysponuje kadrą, o jakiej inne drużyny mogą marzyć. Julian Alvarez, Enzo Fernandez, Alexis Mac Allister, Lautaro Martinez — to piłkarze, którzy grają w czołowych europejskich klubach i znają smak wielkich turniejów. Kurs na zwycięstwo Argentyny oscyluje w okolicach 5.50–6.00, co czyni ją jednym z dwóch głównych faworytów.
Francja to drugi filar bukmacherskiego szczytu. Kylian Mbappe — najszybszy piłkarz planety, strzelec hat-tricka w finale Kataru — jest twarzą drużyny, która ma wszystko: doświadczenie turniejowe (finał 2022, triumf 2018), głębię kadry i trenera, który wie, jak wygrywać. Didier Deschamps poprowadził Francję do dwóch finałów z rzędu i buduje dynastię. Obok Mbappe grają Aurélien Tchouaméni, William Saliba i Eduardo Camavinga — pokolenie, które za cztery lata będzie u szczytu, ale już teraz jest wystarczająco dobre, żeby wygrać mundial. Kurs na Francję to okolice 5.00–5.50.
Anglia pod kierunkiem nowego selekcjonera — po odejściu Garetha Southgate’a — przeżywa moment przełomowy. Jude Bellingham, Phil Foden, Bukayo Saka, Cole Palmer, Declan Rice — to drużyna, która ma talent ofensywny porównywalny z najlepszymi na świecie. Problem Anglii na dużych turniejach zawsze był mentalny, nie piłkarski: momenty, w których nogi miękły, ręce drżały, a rzuty karne stawały się egzekucją. Czy nowe pokolenie pokonało tę barierę? Bukmacherzy dają Anglii kurs w okolicach 6.50–7.00 — wysoko, ale z zastrzeżeniem.
Hiszpania, aktualni mistrzowie Europy po triumfie na Euro 2024, wchodzą na mundial z pokoleniem, które wielu ekspertów uważa za najlepsze od czasu Xaviego i Iniesty. Lamine Yamal — który na Euro 2024 miał 16 lat i już był jednym z najlepszych zawodników turnieju — w 2026 będzie miał 18 lat i pełną sezon za sobą w Barcelonie. Pedri, Gavi, Nico Williams, Rodri — to drużyna, która gra futbol z szybkością i precyzją, jakiej nie widzieliśmy od lat. Kurs na Hiszpanię to 6.00–7.00, ale wielu analityków uważa, że to zaniżona wycena ich potencjału.
Brazylia zamyka piątkę głównych faworytów. Pięciokrotni mistrzowie świata nie wygrali turnieju od 2002 roku — to najdłuższa sucha seria w historii Canarinhos. Pod wodzą Dorivala Juniora drużyna została przebudowana wokół Viniciusa Jr., Rodrygo i Endricka — trójki graczy Realu Madryt, którzy wnoszą klubową chemię na poziom reprezentacyjny. Brazylia gra w Grupie C z Marokiem, Haiti i Szkocją — mecz z Marokiem to rewanż za upokorzenie z Kataru, gdzie Brazylijczycy odpadli w ćwierćfinale. Kurs na Brazylię to 7.00–8.00.
Poza wielką piątką warto zwrócić uwagę na kursy Holandii (12.00–15.00), Belgii (15.00–18.00) i Chorwacji (20.00–25.00). To drużyny, które mają potencjał turniejowy — zwłaszcza Chorwacja, trzecia drużyna ostatniego mundialu. Rynek traktuje je jako outsiderów, ale na mundialach outsiderzy wygrywali nie raz. Dania w 1992 wygrała Euro, Grecja w 2004 — niespodzianki na wielkich turniejach są częścią tego sportu. Na mundialu 2026, z nowym formatem i nową dynamiką, ich prawdopodobieństwo jest wyższe niż kiedykolwiek.
Pretendenci do niespodzianki — drużyny drugiego szeregu
Każdy mundial ma swoich „ciemnych koni” — drużyny, które bukmacherzy wyceniają nisko, ale które potrafią zdemolować plany faworytów. Problem w tym, że przed turniejem nikt nie wie, kto nimi będzie. W 2018 to była Chorwacja, która dotarła do finału. W 2022 — Maroko, które jako pierwsza afrykańska drużyna zagrało w półfinale. Na mundialu 2026 lista pretendentów jest dłuższa niż kiedykolwiek.
Niemcy to drużyna, której pozycja w hierarchii jest zagadką. Dwukrotna porażka w fazie grupowej na mundialach 2018 i 2022 podważyła mit niemieckiej niezawodności turniejowej. Ale kadra, którą dysponuje Julian Nagelsmann, jest imponująca: Florian Wirtz, Jamal Musiala, Kai Havertz, Ilkay Gundogan — to piłkarze najwyższej klasy. Niemcy grają w Grupie E z Curaçao, Wybrzeżem Kości Słoniowej i Ekwadorem. Na papierze — łatwa grupa. Na mundialu — nie ma łatwych grup.
Portugalia wchodzi na turniej z wielkim pytaniem: czy Cristiano Ronaldo, który w lipcu 2026 będzie miał 41 lat, zagra? Niezależnie od odpowiedzi, portugalska kadra jest stworzona do walki o tytuł. Bruno Fernandes, Bernardo Silva, Rafael Leao, Joao Neves — to drużyna, która na Euro 2024 odpadła w ćwierćfinale po rzutach karnych z Francją i czuje niedosyt. Grupa K z DR Kongo, Uzbekistanem i Kolumbią jest wymagająca, ale Portugalia powinna wyjść z niej z pierwszego miejsca.
Holandia — drużyna, która zajęła miejsce Polski w eliminacjach — gra w Grupie F z Japonią, Szwecją i Tunezją. Oranje pod wodzą Ronalda Koemana dysponują Virgilem van Dijkiem, Cody Gakpo i młodym pokoleniem, które dojrzewa w najlepszych europejskich ligach. Holandia nigdy nie wygrała mundialu — trzy razy grała w finale (1974, 1978, 2010) i trzy razy przegrała. Czy czwarte podejście będzie inne? Kurs w okolicach 12.00–15.00 sugeruje, że bukmacherzy nie stawiają na to — ale Holandia na mundialach to zawsze historia niespodzianek.
Chorwacja, pomimo starzejącej się kadry, wciąż jest drużyną, której nikt nie chce w swojej drabince. Trzecie miejsce w Katarze 2022 (po zwycięstwie w meczu o brąz z Marokiem) pokazało, że Chorwacja potrafi grać na najwyższym poziomie nawet bez elementu zaskoczenia. Grupa L z Anglią, Ghaną i Panamą to wyzwanie, ale Chorwacja wielokrotnie udowadniała, że w fazie pucharowej jest groźniejsza niż sugerują rankingi.
Kolumbia, Urugwaj i Senegal to trzy drużyny z innych kontynentów, które mogą namieszać w fazie pucharowej. Kolumbia w eliminacjach południowoamerykańskich zajęła wysokie miejsce i trafiła do Grupy K z Portugalią — mecz Portugalia–Kolumbia to potencjalny hit fazy grupowej. Urugwaj gra w Grupie H z Hiszpanią, Kabo Verde i Arabią Saudyjską — ciężka przeprawa, ale dwukrotni mistrzowie świata mają doświadczenie i charakter. Senegal, półfinalista Pucharu Afryki, gra w Grupie I z Francją — powtórka z mundialu 2002, kiedy Senegalczycy pokonali obrońców tytułu w meczu otwarcia.
Nowe twarze na mundialu — kto jedzie pierwszy raz
Jest coś poruszającego w widoku drużyny, która po raz pierwszy w historii wybiega na mundialową murawę. Pamiętam debiut Islandii w 2018 roku — kraj z populacją mniejszą niż Białystok, który wywalczył remis z Argentyną. Kibice islandzcy, ze swoim thunder clap, stali się symbolem mundialu. Na turnieju 2026 debiutantów jest czterech i każdy z nich wnosi historię, która zasługuje na opowiedzenie.
Kabo Verde to archipelag dziesięciu wysp na Atlantyku, 600 kilometrów od wybrzeży Senegalu. Populacja: niecałe 600 000 ludzi — mniej niż w Poznaniu. Reprezentacja piłkarska tej wyspiarskiej republiki nigdy wcześniej nie zakwalifikowała się na mundial i — co najważniejsze — zrobiła to w eliminacjach afrykańskich, jednych z najtrudniejszych na świecie. Kabo Verde trafiło do Grupy H z Hiszpanią, Arabią Saudyjską i Urugwajem. Szanse na wyjście z tej grupy są minimalne, ale sam fakt gry przeciwko mistrzom Europy na mundialowej scenie to coś, o czym cała populacja wyspy będzie opowiadać wnukom.
Curaçao bije rekord jeszcze dobitniej. Karaibska wyspa z populacją poniżej 200 000 ludzi jest najmniejszym krajem, który kiedykolwiek zakwalifikował się na mistrzostwa świata w piłce nożnej. Drużyna, złożona w dużej mierze z piłkarzy holenderskiego pochodzenia (Curaçao to dawna kolonia holenderska), przeszła przez eliminacje CONCACAF, pokonując rywali znacznie wyżej notowanych w rankingu FIFA. Grupa E z Niemcami, Wybrzeżem Kości Słoniowej i Ekwadorem to zadanie ponad siły na papierze — ale mundial nie gra się na papierze.
Jordania to pierwsza arabska drużyna z Bliskiego Wschodu (poza krajami Zatoki), która zakwalifikowała się na mundial drogą eliminacyjną (Katar w 2022 był gospodarzem). Jordański futbol przeszedł rewolucję w ostatniej dekadzie — finał Pucharu Azji w 2024 roku (przegrana z Katarem) był sygnałem, że ta drużyna jest gotowa na większą scenę. Grupa J z Argentyną, Algierią i Austrią to wymarzony scenariusz debiutu — spotkanie z obrońcami tytułu to mecz, na który czeka cały kraj.
Uzbekistan — jedyna drużyna z Azji Centralnej na turnieju — to reprezentacja, która od lat krążyła na obrzeżach kwalifikacji mundialowych, nigdy nie przekraczając ostatniego progu. W 2026 roku próg został przekroczony. Uzbekistan gra w Grupie K z Portugalią, DR Kongo i Kolumbią. To ekipa, która nie ma nic do stracenia — a na mundialach właśnie takie drużyny potrafią zaskoczyć świat. Ich siłą jest dyscyplina taktyczna i gotowość do cierpienia na boisku — cechy, które na turniejowym poziomie bywają ważniejsze od indywidualnego talentu.
Debiutanci wnoszą na mundial coś, czego brakuje drużynom z wieloletnią tradycją: czystą radość z samego uczestnictwa. Nie mają bagażu porażek, nie niosą ciężaru oczekiwań mediów i kibiców. Kiedy Haiti wybiega na boisko w Grupie C przeciwko Brazylii, nikt nie będzie od nich wymagać zwycięstwa — ale jeśli strzelą gola, cały stadion będzie po ich stronie. Ta sympatia neutralnych kibiców to niemierzalny, ale realny czynnik. Debiutanci mundiali mają po swojej stronie atmosferę — i na mundialach, gdzie tłum potrafi nieść drużynę, to nie jest mała rzecz.
Dla typera debiutanci stanowią szczególne wyzwanie analityczne. Brakuje danych o ich zachowaniu na mundialowej scenie — bo nigdy wcześniej tam nie grali. Eliminacje dają pewien obraz, ale eliminacje to nie mundial. Ciśnienie, skala, uwaga mediów — to zmienne, których nie sposób wrzucić do modelu. Moja rada: traktuj mecze debiutantów jako okazję do obserwacji w pierwszej kolejce, zanim postawisz w drugiej. Na mundialach zaskoczenia zdarzają się na początku — i właśnie wtedy warto patrzeć, a nie stawiać.
Pięć kontynentów, jedna scena — skąd jadą drużyny
Jeden z aspektów mundialu 2026, który fascynuje mnie najbardziej, to geograficzna mapa uczestników. Kiedy patrzę na listę 48 drużyn rozłożoną na mapie świata, widzę coś, czego nie widziałem nigdy wcześniej — naprawdę globalną reprezentację piłki nożnej. Nie tylko symboliczną, ale faktyczną.
Europa deleguje 16 reprezentacji — największy kontyngent, zgodnie z tradycją. Są tu wszystkie wielkie piłkarskie nacje: Hiszpania, Francja, Anglia, Niemcy, Portugalia, Holandia, Belgia, Chorwacja. Ale są też Szkocja (powrót po mundialowej przerwie), Norwegia (pierwszy mundial od 1998), Bośnia i Hercegowina, Czechy, Szwajcaria, Austria i Szwecja — drużyna, która zabrała nam miejsce. Europejska dominacja jest realna, ale nie przytłaczająca: 16 z 48 to 33 procent, nie 50.
Afryka wysyła na mundial 2026 dziewięć drużyn: Maroko, Egipt, Senegal, Wybrzeże Kości Słoniowej, Algierię, DR Kongo, Ghanę, Kabo Verde i Republikę Południowej Afryki. To o cztery więcej niż w Katarze i — co ważniejsze — to drużyny z realną szansą na awans z grup. Maroko po półfinale w 2022 jest traktowane poważnie przez bukmacherów. Senegal i Wybrzeże Kości Słoniowej to potęgi Pucharu Afryki. Afrykańskie drużyny na mundialach tradycyjnie grają lepiej, niż sugerują ich rankingi — bo wnoszą na boisko fizyczność, szybkość i mentalność, która nie mieści się w europejskich modelach analitycznych.
Azja (AFC) wystawia osiem reprezentacji: Japonię, Koreę Południową, Arabię Saudyjską, Iran, Katar, Irak, Jordanię i Uzbekistan. Japonia — która na mundialu 2022 pokonała Niemcy i Hiszpanię w fazie grupowej — jest najgroźniejszą drużyną azjatycką i jedną z największych niespodzianek ostatniej dekady. Korea Południowa pamięta 2002 rok, kiedy dotarła do półfinału jako współgospodarz. Arabia Saudyjska, która w Katarze pokonała Argentynę w jednym z najbardziej szokujących wyników w historii mundiali, gra w Grupie H z Hiszpanią — i znowu celuje w niespodziankę.
Ameryka Południowa (CONMEBOL) deleguje sześć drużyn: Argentynę, Brazylię, Urugwaj, Kolumbię, Ekwador i Paragwaj. To połowa dziesięcioczłonkowej federacji — eliminacje CONMEBOL, rozgrywane systemem każdy z każdym, są uważane za najtrudniejsze na świecie. Drużyna, która przechodzi przez 18 meczów eliminacyjnych w Ameryce Południowej — grając na wysokości La Paz, w upale Barranquilli, w deszczu Quito — jest zahartowana na wszystko, co może przynieść mundial.

CONCACAF — Ameryka Północna, Środkowa i Karaiby — wysyła osiem drużyn, wliczając trzech gospodarzy: USA, Meksyk i Kanadę. Pozostałe to Haiti, Panama i drużyny z play-offów. Obecność Haiti i Curaçao to historyczne momenty dla karaibskiego futbolu — regionu, który na mundialach był dotychczas reprezentowany sporadycznie (Jamajka 1998, Trinidad i Tobago 2006). Nowa Zelandia z OFC zamyka globalną mozaikę jako jedyna reprezentacja Oceanii — po raz pierwszy z gwarantowanym miejscem, a nie wywalczonym w play-offach międzykontynentalnych.
Geograficzna różnorodność mundialu 2026 ma bezpośredni wpływ na typowanie. Drużyny z Afryki i Ameryki Południowej, przyzwyczajone do grania w gorących i wilgotnych warunkach, będą miały naturalną przewagę na stadionach w Houston, Dallas czy Meksyku. Z kolei europejskie i azjatyckie ekipy mogą lepiej radzić sobie w chłodniejszym Seattle czy Vancouverze. Ta zmienna — klimatyczna adaptacja — jest jednym z czynników, które na tym turnieju będą ważniejsze niż na jakimkolwiek innym. Kiedy analizuję szanse drużyn w poszczególnych grupach, zawsze sprawdzam, gdzie grają mecze. Mecz Ekwadoru z Niemcami w Houston to zupełnie inna historia niż ten sam mecz w Seattle.
Europejska armada — 16 reprezentacji z UEFA
Wśród kolegów analityków krąży żart: „Na mundialach Europa wysyła armadę, a potem połowa tonie w fazie grupowej.” To nie jest do końca prawda — europejskie drużyny wygrały cztery z pięciu ostatnich mundiali (Włochy 2006, Hiszpania 2010, Niemcy 2014, Francja 2018 — jedynym wyjątkiem Argentyna 2022). Ale żart oddaje pewną prawidłowość: na mundialach rozgrywanych poza Europą europejskie drużyny z „drugiego szeregu” często rozczarowują.
16 reprezentacji UEFA na mundialu 2026 to Hiszpania, Francja, Anglia, Niemcy, Portugalia, Holandia, Belgia, Chorwacja, Szwajcaria, Austria, Norwegia, Szkocja, Czechy, Bośnia i Hercegowina, Szwecja i dwie drużyny z play-offów (które rozstrzygną się w marcu 2026). To ogromna siła — ale też ogromne zróżnicowanie.
Hiszpania i Francja to faworyci nie tylko europejscy, ale globalni — o nich pisałem wyżej. Anglia, Niemcy i Portugalia to pretendenci, których możliwości zależą od formy kluczowych zawodników i mentalnej odporności w decydujących momentach. Holandia i Belgia to drużyny z wielkim potencjałem, ale bez trofeum — „złote pokolenie” Belgii (Hazard, De Bruyne, Lukaku, Courtois) się starzeje, a pytanie brzmi, czy następcy są gotowi.
Chorwacja to europejska drużyna, której nie można lekceważyć na żadnym turnieju. Trzecie miejsce w Katarze, finał w Rosji — Chorwacja gra ponad swoją wagę od 1998 roku i nie zamierza przestawać. W Grupie L z Anglią, Ghaną i Panamą mają szansę na wyjście z pierwszego lub drugiego miejsca, w zależności od tego, jak potoczą się mecze z Anglią.
Szwajcaria to solidna drużyna turniejowa — cztery ćwierćfinały mundialowe (lub Euro) w ostatniej dekadzie mówią same za siebie. Austria pod wodzą Ralfa Rangnicka grała świetny futbol na Euro 2024. Norwegia z Haalandem to największa niewiadoma — napastnik Manchester City jest jednym z najlepszych piłkarzy świata, ale Norwegia jako drużyna nigdy nie udowodniła, że potrafi grać na mundialowym poziomie.
Szkocja wraca na mundial po raz pierwszy od 1998 roku. Czechy, Bośnia i Hercegowina, Szwecja — to drużyny, które mogą namieszać w fazach grupowych, ale ich szanse na głębokie wejście w turniej są ograniczone. Szwecja — ta Szwecja, która pokonała nas w barażach 3:2 po golu Gyokeresa na 88. minucie — gra w Grupie F z Holandią, Japonią i Tunezją. Z perspektywy polskiego kibica to grupa, w której emocje będą mieszały się z goryczą.
Lewandowski i polska pustka — mundial bez Orła
31 marca 2026 roku, Sztokholm. 88. minuta. Viktor Gyokeres uderza z prawej nogi, piłka wpada w dolny róg bramki, Robert Lewandowski opuszcza głowę. To koniec. Nie tylko meczu — prawdopodobnie ostatniego szansy Lewandowskiego na zagranie na mistrzostwach świata w roli lidera reprezentacji, która liczy się w turnieju.
Piszę tę sekcję z emocjami, których nie potrafię ukryć. Lewandowski to najlepszy polski piłkarz w historii — 82 gole w eliminacjach, rekordzista Bundesligi w liczbie bramek w jednym sezonie (41 goli dla Bayernu w 2020/21), zdobywca Złotego Buta, mistrz Europy z Bayernem. To piłkarz, który powinien mieć na koncie co najmniej jeden wielki turniej mundialowy — a los dał mu dwa: Rosję 2018, gdzie Polska odpadła w fazie grupowej, i Katar 2022, gdzie Orły przegrały w 1/16 finału z Francją.
W lipcu 2026 roku Lewandowski będzie miał 37 lat. Na mundialu, na który Polska nie jedzie, jego nieobecność będzie czuć na trybunach i w komentarzach. Polscy kibice, przyzwyczajeni do emocji związanych z „naszymi meczami”, będą musieli znaleźć nowy sposób na przeżywanie turnieju. Dla wielu z nas ten mundial będzie o tyle trudniejszy, że nie chodzi tylko o wynik — chodzi o poczucie, że mogło być inaczej.
Lewandowski w barcelońskim klubie gra dalej, strzelając gole w La Liga z regularnością, która przeczy jego wiekowi. Ale historia polskiej drogi do mundialu 2026 to opowieść o pękniętym sercu — o drużynie, która była dwie minuty od awansu i przegrała w najgorszy możliwy sposób. Viktor Gyokeres, szwedzki napastnik Sportingu Lizbona, stał się bohaterem dla jednych i antybohaterem dla drugich. Dla nas, Polaków, jest symbolem momentu, w którym wszystko się skończyło.
Na tym mundialu nie będzie polskiej flagi na trybunach — przynajmniej nie flagi trzymanej przez kibiców czekających na mecz swojej drużyny. Będą za to polscy kibice w barwach Francji (bo Lewandowski grał w Barcelonie z francuskimi gwiazdami), w barwach Argentyny (bo każdy szanuje mistrza), w barwach Holandii (bo nienawiść-szacunek po eliminacjach). Mundial bez Polski to mundial, w którym polscy kibice stają się nomadami — szukając drużyny, za którą warto krzyczeć. To doświadczenie znane wielu nacyjom, ale dla nas stosunkowo nowe i wciąż bolesne.
Lewandowski przez lata uosabiał polskie marzenie o mundialowym sukcesie. Jego 82 gole w eliminacjach to rekord, który przetrwa dekady. Ale mundial to inny wymiar — wymiar, w którym indywidualna wielkość nie wystarcza, bo drużyna musi funkcjonować jako całość. Polska nie jechała na mundial 2026 z powodu 88. minuty w Sztokholmie, ale też z powodu dwóch lat eliminacji, w których brakowało konsekwencji, głębi kadry i taktycznej wizji. Lewandowski nie mógł grać za jedenastu — choć często próbował.
Kogo obserwować — piątka drużyn, które mogą zaskoczyć
Na zakończenie tego przeglądu reprezentacji na mundialu 2026 chcę wskazać pięć drużyn, które moim zdaniem mają potencjał, żeby zaskoczyć — nie w sensie „wygrają turniej”, ale w sensie „zajdą dalej, niż ktokolwiek się spodziewa.”
Japonia. Od dwóch mundiali Japonia gra jak europejska drużyna — szybki pressing, kontrola piłki, taktyczna dyscyplina. Na mundialu 2022 pokonali Niemcy i Hiszpanię w fazie grupowej. Grupa F z Holandią, Szwecją i Tunezją to wyzwanie, ale Japonia ma wszystko, żeby wyjść z niej z pierwszego miejsca. Ich piłkarze grają w Bundeslidze, Premier League i La Liga — to już nie jest drużyna z egzotycznym bonusem, to realny pretendent.
Maroko. Półfinalista z Kataru nie jedzie do Ameryki jako niespodzianka — jedzie jako drużyna z doświadczeniem wielkich meczów. Grupa C z Brazylią, Haiti i Szkocją to wymarzony scenariusz: jeden wielki rywal i dwa mecze, w których Maroko powinno dominować. Jeśli pokonają Brazylię — a udowodnili, że potrafią bić wielkich — cała drabinka się otwiera.
Turcja. Arda Guler, Kenan Yildiz, Ferdi Kadioglu — to drużyna, która na Euro 2024 dotarła do ćwierćfinału i od tamtej pory tylko się wzmocniła. Grupa D z USA, Paragwajem i Australią jest wymagająca, ale Turcja ma broń, której brakuje wielu drużynom: indywidualną klasę w ofensywie. Guler w Realu Madryt gra na poziomie, o którym turecki futbol marzył od pokolenia.
Ekwador. Drużyna, która na mundialach 2022 i 2014 grała solidne turnieje, w 2026 trafia do Grupy E z Niemcami, Curaçao i Wybrzeżem Kości Słoniowej. Drugie miejsce za Niemcami jest realne. Ekwadorski futbol od lat produkuje zawodników, którzy trafiają do europejskich lig — Moises Caicedo (Chelsea), Pervis Estupinan (Brighton) i Gonzalo Plata to zawodnicy, którzy na mundialowej scenie mogą zrobić różnicę.
Norwegia. Erling Haaland. To właściwie cały argument — ale jaki. Najlepszy napastnik świata gra w drużynie, która nigdy nie wygrała mundialowego meczu od 1998 roku. Grupa I z Francją, Senegalem i Irakiem nie jest łatwa, ale Haaland jest zawodnikiem, który w pojedynkę potrafi odwrócić wynik meczu. Pytanie brzmi: czy reszta drużyny podoła? Jeśli tak — Norwegia może być największą niespodzianką turnieju.
48 historii, jeden puchar
Reprezentacje na mundialu 2026 to nie jest lista drużyn w tabeli. To 48 opowieści — o krajach, które walczyły latami o jedno miejsce przy stole. O piłkarzach, którzy marzyli o mundialowym hymnie od dzieciństwa. O trenerach, którzy postawili kariery na jednym turnieju. O kibicach, którzy przelecą pół świata, żeby zobaczyć 90 minut piłki nożnej na żywo.
Z perspektywy polskiego analityka, który od dekady obserwuje piłkę nożną przez pryzmat kursów i statystyk, ten mundial jest fascynujący, bo jest nieprzewidywalny na skalę, jakiej nie widzieliśmy. 48 drużyn, nowy format, trzy kraje-gospodarze, mecze od 18:00 do 4:00 rano polskiego czasu, debiutanci, starzejące się legendy i młode wilki — to turniej, w którym historia pisze się sama. My możemy tylko próbować ją czytać, zanim się wydarzy.

Mundial zaczyna się 11 czerwca. 48 drużyn, jeden puchar. I gdzieś pomiędzy — nasza polska tęsknota za boiskiem, na którym mogliśmy być. Ale nie jesteśmy. Więc robimy to, co potrafimy najlepiej: analizujemy, typujemy, kibicujemy — innym, ale z pełnym sercem.